Rozdział szósty.

Trybuny były wypełnione po brzegi. Wszyscy wspólnie oczekiwali na początek programu dowolnego mężczyzn. Czekał również i Kamil, siedząc obok Natalii na niewygodnym, niebieskim krzesełku. Ciągle poprawiał swoją pozycję, bo na tym twardym plastiku tyłek potrafił drętwieć już po kilku minutach. Jednak nie miał prawa narzekać, ponieważ zajęli miejsce tuż przed barierką, dzięki czemu mieli największe pole widzenia. Natalia trzymała paczkę jakichś cukierków i jadła je tak łapczywie, że kilka razy o mało co się nie zakrztusiła. Jak stwierdziła: "Może nawet uda nam się ich dotknąć! Jesteśmy tak blisko, czy to nie ekscytujące?!". 
Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek była tak zaaferowana jakimikolwiek zawodami. Nawet kiedy jeszcze byli ze sobą, nie ekscytowała się tak bardzo, jak w tej chwili. 
Może dopiero teraz odkryła piękno tego sportu, gdy już nie wisiał nad nią obowiązek kibicowania swojemu narzeczonemu. To była bardzo możliwa teoria, którą można było z łatwością potwierdzić, chociażby porównując zachowanie Natalii sprzed jego rezygnacji do tego tu i teraz. 
Kamil spojrzał na nią. Podskakiwała niecierpliwie na krzesełku i szarpała jego ramię za każdym razem, kiedy z głośników odzywał się damski głos, informujący o przebiegu całych zawodów. Teraz na tafli przygotowywał się reprezentant Włoch i stary znajomy tej dwójki - Michele Crispino. Dlatego zarówno Kamil, jak i Natalia w skupieniu wpatrywali się w rozpoczynającego występ łyżwiarza. Dziewczyna wyjęła z torebki ogromne churros, posypane cukrem pudrem i zaczęła je pożerać. Tej czynności nie dało się opisać innym słowem. Brała tak ogromne kęsy, że nawet ludzie siedzący obok niej nie mogli ukryć podziwu.
"Mam wrażenie, że tylko ona nie ma do mnie pretensji o to, że zrezygnowałem. Wkurza się, bo mam małą depresyjkę, ale nie chce mojego powrotu. Pewnie tylko ona rozumie, co czuję." - pomyślał, kiedy z zaskoczeniem stwierdził, że po churros zostały jedynie okruszki i białe ślady cukru pudru na jej czarnych legginsach. - "Gdyby tylko reszta była tak mądra, jak Natalia Emilia Plat." - odchylił głowę do tyłu, ześlizgując się z krzesełka. - "A nie ciągle robiła mi z tego powodu problemy."
Wczorajsza rozmowa z Chrisem trochę go dobiła. Wszyscy zachęcali go do wielkiego powrotu i wciąż pytali, czy może jednak się nie rozmyślił. Czy wystąpi chociaż w mistrzostwach Polski albo w następnym sezonie. Rodzina, przyjaciele i dziennikarze, którzy z tej grupki byli najbardziej denerwujący. Potrafili pojawić się znikąd i zacząć zadawać głupie i niepotrzebne pytania. Tak jak dzisiejszego ranka.
Zdjęcie z Chrisem wywołało niemałą furorę wśród fanów łyżwiarstwa. Krążące od kilku dni plotki o obecności mistrza świata na finałach Grand Prix zostały potwierdzone. Zaczęło się oczywiście od wrzucenia do sieci zdjęcia z samolotu. No i runęła lawina komentarzy oraz domysłów. Dlatego Kamil nie był zdziwiony, gdy przez wejściem do hotelu czekała na niego mała grupka dziennikarzy. Pewnie dowiedzieli się o miejscu ich zakwaterowania oglądając zdjęcia, które Natalia umieściła w internecie. A skoro znali ich lokalizację, kwestią czasu było pojawienie się pismaków i zadręczanie chłopaka denerwującymi pytaniami. Na szczęście łyżwiarstwo figurowe to nie piłka nożna, dlatego nie było ich tak dużo. 
- Hej, hej! – krzyknął jeden z nich. - Komu kibicujesz w finałach? Widziałeś program krótki Jean-Jacquesa Leroya? Przyznaj, że było na co popatrzeć!
- Wiesz jak będzie wyglądał ślub Giacomettiego? Potwierdzisz plotki, że urządzi go w klubie go-go?
- Czy wiesz coś na temat związku Sali Crispino z Paulem Costello? To prawda, że przeżywają kryzys?
I tak do nieskończoności. Gdyby Natalia nie udała, że mdleje, a on nie krzyknął "O MÓJ BOŻE, MUSIMY DO SZPITALA! CUKIER JEJ SPADŁ!", to nie wie czy uwolniliby się od tych ludzi. Szybko wykorzystali okazję i przedzierając się przez mały tłum, wskoczyli do podjeżdżającej taksówki. 
Na wszystkie pytania miał dokładnie taką samą odpowiedź: "Bez komentarza.". Uniwersalna, prosta i pozwalająca na zgrabne uniknięcie wypowiedzi. Nie umiał radzić sobie podczas wywiadów, dlatego też z rzadka ich udzielał. Zazwyczaj mówił za niego Marcin, czasem czegoś można było się dowiedzieć od Natalii lub rodziny. Jednak Kamil zawsze milczał, jak zaklęty.
Zachowywał się w taki sposób jeszcze za czasów, kiedy jego sława była znacznie większa. Mógł powiedzieć coś o swoich układach czy występach, ale kwestii prywatnych unikał, jak ognia. Po prostu nienawidził dzielić się z kimś obcym swoim życiem osobistym. To było głównym powodem powstawania pikantnych plotek na jego temat, podsycanych przez kolegów z lodowiska. A to, że jest alkoholikiem i chodzi na spotkania specjalnej grupy od uzależnień (tylko dlatego, że na jednej imprezie kiedy wypijał kielonka tak bardzo odchylił się na krześle, że aż zaliczył fikołka do tyłu). A to, że zamówił prostytutki do hotelu i wciągał kokainę z ich brzuchów. Kiedyś nawet wszyscy byli święcie przekonani, że Natalia jest w ciąży, podczas gdy ona po prostu zjadła nieświeżego kebaba i miała z tego powodu poważne problemy żołądkowe. Na jednych z zawodów wymiotowała w toalecie jak kot, a do pomieszczenia weszła jedna z rosyjskich zawodniczek, która szybko potem opowiedziała wszystko mediom. Łyżwiarski świat oszalał, zaczęto nawet spekulować jakie imię dziecka wybiorą i kto zostanie rodzicami chrzestnymi. Tydzień później Kamil z wyraźnym rozbawieniem zdementował te plotki. Opowiedział historię o zepsutym kebabie zamykając tym samymwszystkim usta.
Michele zakończył występ i zjeżdżał już z tafli. Trener podał mu ochraniacze na łyżwy i udał się z nim na Kiss&Cry. Oczywiście tej dwójce towarzyszyła również siostra bliźniaczka zawodnika - Sala Crispino, z którą praktycznie się nie rozstawał. Natalia wróciła do chrupania cukierków, a Kamil nadal siedział pogrążony w swoich myślach o przeszłości.
Z czasem zainteresowanie wokół jego osoby stawało się coraz gorsze. Im bardziej starał się ukryć swoją prywatność, tym media i fani stawali się bardziej nachalni. To było jednym z wielu czynników, które przyczyniły się do jego załamania po wypadku. Wszyscy chcieli wiedzieć jak się czuje, jak radzi sobie z tą traumą. Czy wróci do łyżwiarstwa i tak dalej. W pewnym momencie nie wytrzymał i zaczął odpowiadać na wszystko złością i krzykami. 
Najgorzej potraktował przewodniczącą swojego fanklubu, którą spotkał kiedyś idąc na zajęcia. Dziewczyna mieszka w tym samym mieście co on, chodzi na tę samą uczelnię, więc o przypadkowe spotkanie nie było trudno. Zaczęła wypytywać go o samopoczucie i zapewniać o swoim wsparciu, zupełnie nieświadoma stanu, w jakim się znajdował. Niestety dla niej, skończyło się to ogromną awanturą, podczas której Kamil nie szczędził wielu przykrych słów. Po kilku dniach ochłonął, zaczął mieć ciążące na sercu poczucie winy i gorąco ją przeprosił. Oczywiście nie miała do niego żalu, w końcu uwielbiała go nad życie. Ale niesmak pozostał. 
Ta sytuacja dała mu wiele do myślenia. Już wtedy wiedział, że wścibskość innych ludzi będzie go tylko bardziej dołowała.
Dlatego swój udział w mediach społecznościowych i tym podobnych ograniczył do minimum. Nie umieszczał zdjęć, nie komentował postów znajomych z zawodów, nie wychodził zbyt często z domu. Jakby zupełnie wypisał się z życia.
Fakt, że jego przyjazd do Barcelony stał się aż taką sensacją, na samym początku odrobinę go zaskoczył. W końcu to przecież tylko głupie łyżwiarstwo figurowe, na które nikt nie zwraca uwagi, w dodatku przez długi czas Kamil nie dawał znaku życia, a o takich osobistościach jest najłatwiej zapomnieć. Z drugiej strony wciąż mógł tytułować się mistrzem świata, a po zaskakującej wygranej sprzed pół roku, ta dyscyplina sportowa nabrała w kraju ogromnej popularności. Może to dlatego wszyscy zastanawiali się, co robił w trakcie tych kilku miesięcy. Nikt nie brał na poważnie jego zawieszenia kariery. Uznano to za działanie pod wpływem impulsu i rozpaczy, a nie podjętą już na stałe decyzję. Nie wystartował co prawda w Grand Prix, ale jeszcze mieli nadzieję, że po prostu zbiera siły na kolejny sezon. Nie wiedzieli tylko, jak gorzki zawód ich czeka.
Natalia po raz kolejny ścisnęła jego ramię, wyrywając Kamila z zamyślenia. Nie zauważył nawet, kiedy przegapił kilka występów.
- Patrz! Chris wychodzi na lodowisko. – wskazała palcem na postać przed nimi.
Potrząsnął głową i spojrzał przed siebie. Rzeczywiście reprezentant Szwajcarii rozpoczynał już swój pokaz. I to nie byle jaki pokaz. 
Chris, jak już wspomniano, wyrobił sobie sławę najbardziej kuszącego, a równocześnie najbardziej perwersyjnego łyżwiarza, nie tylko na lodowisku, ale i poza nim. Jego układy zawsze były naszpikowane ponętnymi figurami, w których albo nie mógł oderwać od siebie rąk, albo nawiązywał interakcje z publiką (no, powiedzmy że z jej damską częścią), które można było określić "Seksem na gesty i spojrzenia". One pożerały go wzrokiem, on odpłacał im się wysyłając buziaki lub wykonując takie pozy, o których z czystej przyzwoitości nie będziemy wspominać. 
Kamil rozejrzał się po trybunach i stwierdził, że policzki wszystkich obecnych tam kobiet nagle poczerwieniały. Mógłby przysiąc, że kilku z nich po brodzie cieknie strużka śliny. Dziewczyna, która siedziała za nim przez cały czas kopała oparcie jego krzesełka z podnieceniem powtarzając: "Jezu, jaki on jest seksowny!". Wstrząsy osiągały punkt kulminacyjny, kiedy tylko Chrisowi po wyskoku udawało się gładko wylądować na tafli. Albo kiedy wykonywał kolejny szpagat, co kto woli. Wtedy nie tylko ona, ale i reszta dziewczyn zaczynała histerycznie krzyczeć i bić brawa. Gdy tylko Chris skończył swój występ, fanki zaczęły podbiegać do barierki i rzucać czerwonymi różami, które były traktowane jako jego znak rozpoznawczy. Ten z radością wysyłał im wszystkim buziaki i kilkukrotnie zatoczył na tafli małe koło. Pozbierał pojedyncze kwiaty i teatralnie je powąchał udając, że wyciera łzę wzruszenia. 
- Czasem nie rozumiem tego, jak ten człowiek może AŻ TAK działać na kobiety. - wyznała Natalia. Urok Chrisa nie wpływał na nią tak bardzo jak na resztę. Co prawda nie umiała oderwać od niego wzroku, ale nie reagowała na niego tak chorą wręcz ekscytacją. 
- Żadna heteroseksualna kobieta i żodyn homoseksualny mężczyzna nie może przejść obok niego obojętnie. - stwierdził Kamil obejmując ją ramieniem. Szybko podkradł kilka cukierków z paczki, którą trzymała i został w tej pozycji. – Taka jest magia Chrisa Giacomettiego. Może wpadł do kociołka z jakimś afrodyzjakiem, kiedy był mały.
Natalia stłumiła cichy chichot. Zawsze lubiła nawiązania do swojego ulubionego komiksu, co Kamil często wykorzystywał. Nagle przypomniał jej się ostatni mecz NBA, który oglądała w telewizji. A dokładnie jedna sytuacja.
- Mają tu kiss-cam? - spytała rozglądając się. Przeraziła ją myśl, że może zostać zmuszona do pocałunku. Zwłaszcza że nie była w pełni umalowana i wszyscy zobaczyliby ją bez kresek z eyelinera. 
- Wątpię. To nie koszykówka. - pokręcił przecząco głową. Po chwili jednak podrapał się po brodzie. - Chociaż chyba raz była taka sytuacja. Ale to był tylko wyjątek, żeby wprowadzić trochę "rozrywki". – powiedział wracając wspomnieniami do poprzednich zawodów. - Nie martw się, jesteśmy bezpieczni.
Tymczasem na tafli odbywał się kolejny występ, tym razem reprezentanta Kanady, o którym Kamil słyszał już rano od dziennikarzy. Przyjrzał mu się dokładniej. Z jego ruchów, mimiki czy gestykulacji, można było odczytać ogromną pewność siebie. Machał do widzów, wykonywał odważne i wymagające skoki, przerzucając je wszystkie do drugiej połowy. Publika widocznie go uwielbiała. Wywnioskował to patrząc na wiele kanadyjskich flag oraz plakatów przedstawiających uśmiechniętego, przystojnego bruneta. W dodatku większość z fanów śpiewała słowa piosenki z jego układu i przerywała ją głośnym wiwatem tylko wtedy, kiedy ten lądował skok, podczas którego notabene prawie zamiatał sufit. Co prawda nie zawsze wychodziło mu to perfekcyjnie i kilkukrotnie musiał asekurować się nawet obiema rękami, ale rotacja i technika wykonania były jak najbardziej prawidłowe, dlatego mógł liczyć na mniejszą stratę punktów. Na sam koniec ułożył obie ręce w litery "JJ" i krzyknął coś, czego Kamil nie usłyszał przez wiwaty tłumu. 
"Czy ja go wcześniej nie wspotkałem?" - poszperał przez moment w pamięci i wyłonił z niej obrazek nieśmiałego chłopaka, który nie potrafił wykonać poprawnie nawet prostej figury. Pamiętał go z poprzednich konkursów, jednak wtedy nie wyróżniał się niczym szczególnym. Był bardzo zestresowany i psuł skoki, przez co najczęściej lądował na niskich pozycjach.
"Ale skoro jest teraz na finałach Grand Prix."
To musi oznaczać, że znacznie się poprawił od ostatniego sezonu. Może w końcu zaczął naprawdę nad sobą pracować i dzięki temu mógł w końcu zasłużyć na blask sławy, chwały i podziw fanów. Chwilę później ogłoszono jego wynik. Zajmował drugą pozycję, natomiast pierwszy był Christophe. 
Jednak to była tylko kwestia czasu, ponieważ wszyscy wiedzieli, że ostatni zawodnik może wszystko całkowicie zmienić. I prawdopodobnie zmieni, nie oszukujmy się.
Kamil zamknął oczy i policzył do dziesięciu. Nie miał pojęcia co go tak stresowało. Przecież teraz miał wystąpić tylko jego dawny rywal. Dawno temu mówiono, że tylko on może się z nim równać na lodowisku, mimo iż cały czas zajmował drugie miejsce. Wygrać udało mu się tylko raz, ale wtedy…
Tępy ból przeszył jego czaszkę. Znów powróciły migawki z wypadku, które ostatnio nie dawały mu spokoju. Chłopak schował twarz w dłoniach. Nie mógł już uciec do toalety, tak jak zrobił to na programie krótkim. Natalia była zbyt skupiona oczekiwaniem, by zauważyć jego dziwne zachowanie. Musiał sam poradzić sobie z tą sytuacją. Depresja właśnie wychyliła głowę z nadzieją na jakieś ciekawe dla jej oczu widowisko. Wziął kilka głębszych oddechów i otworzył oczy. Da sobie radę, przecież jest dużym chłopcem. 
- A teraz wystąpi przed wami reprezentant Rosji. Viktor Nikiforow!
Kamil wiedział, że to będzie zapierające dech w piersiach widowisko, w momencie gdy tylko tamten wjechał na środek lodowiska. Kilka osób krzyknęło coś histerycznie, lecz Viktor ich zignorował, starając się skupić na nadchodzącym występie. W końcu stanął na środku w pozycji startowej. Ubrany w fioletową marynarkę ze złotymi zdobieniami i czarnymi rękawami, przypominał dziadka do orzechów, wiszącego na bożonarodzeniowej choince. Spod marynarki wystawała biała koszula, której górne guziki były poodpinane do wysokości mostka. Sam Viktor wyglądał cudownie, jak to szepnęła pod nosem Natalia. Przez wiele lat swojej kariery, praktycznie w ogóle się nie zmienił. Kilka sekund przed odtworzeniem muzyki, na bladej twarzy z drobnymi, mimicznymi zmarszczkami malowała się koncentracja. Jak zawsze marszczył czoło, co zdradzało zdenerwowane i tremę. Jak zawsze jego jasne włosy były zaczesane idealnie, z niemal pedantyczną dokładnością. Trochę do tyłu, ale tradycyjnie z grzywką opadającą na lewe oko. Publika wstrzymała oddech, kiedy rozległy się pierwsze takty muzyki.
Twarz Viktora całkowicie zmieniła swój wyraz. Wszystkie mięśnie się rozluźniły, a on sam zamknął oczy i delikatnie otworzył usta.
Spektakl można uznać za rozpoczęty.
Mężczyzna spojrzał w górę tęsknym wzrokiem, lecz tylko na moment, ponieważ szybko uniósł prawą rękę i odchylił głowę w bok. Wykonując płynny obrót pochylił się do przodu chowając twarz za kurtyną włosów. Wyprostował plecy i zaczął jechać wzdłuż lodowiska, wciąż z wyciągniętą przed siebie dłonią. Zupełnie jakby chciał chwycić nią coś, co mógł dostrzec tylko on. Szybko zmienił zwrot jazdy idealnie dostosowując się do melodii, która była bardzo spokojna i przepełniona wzniosłością. Przejechał w półkolu i „upadł” delikatnie na jedno kolano gładząc swoją twarz. Wiele kobiet w tym momencie mogły w pełni podziwiać jego wspaniałą urodę, co oczywiście z radością robiły. Wstał w celu wykonania skomplikowanego układu kroków. Każdy jego ruch był wyważony, rozważny i idealnie wkomponowany w muzykę. Nie dało się odwrócić od niego wzroku, był punktem skupiającym na sobie spojrzenia wszystkich na widowni i przed telewizorami. W końcu zaczął jechać z dużą prędkością i mógł zacząć pokazać pełnię swoich umiejętności. Kamil był tak wpatrzony w ten występ, że dopiero gdy Viktor wylądował poczwórnego lutza, przypomniał sobie o czymś takim jak mruganie. To co oglądał było arcy-piękne. Szczerze mówiąc, tylko tego mógł się spodziewać po najlepszym łyżwiarzu świata, ale gracja z jaką to wykonywał wprawiała w osłupienie za każdym kolejnym razem. Pochylił się do przodu, by nie uciekł mu żaden szczegół.
Viktor poruszał się z gracją godną primabaleriny, a nie łyżwiarza. Szybko przygotował się do poczwórnego flipa, który był jego skokiem popisowym i kolejny raz wylądował na tafli bez żadnego zawachania. Ludzie na trybunach oszaleli z radości i zaczęli cicho skandować imię łyżwiarza, który wykonywał kolejny skok, również nagrodzony gromkimi brawami. Nadszedł czas na piruety. Czy temu człowiekowi mogło coś nie wyjść? Wszyscy szczerze w to wątpili. Elementy choreograficzne również stały na wysokim poziomie. Podobno Nikiforow sam tworzył układy do każdego swojego występu, dzięki czemu były one tak oryginalne. Wyrażał poprzez nie wszystkie uczucia i emocje, jakie nim władały, zarażając nimi całą publiczność.
Wybił się do piruetu siadanego. Muzyka stała się nagle szybsza i bardziej dynamiczna. Z każdym obrotem napięcie rosło, aż w końcu osiągnęło punkt kulminacyjny, gdy ten wyprostował się, by ponownie unieść rękę wprost do nieba. Nawet melodia wyraźnie zwolniła i słychać było tylko delikatne skrzypce. Sam Viktor przez cały czas wydawał się być taki smutny i zagubiony. Stanął na chwilę w zamyśleniu, a widownia odetchnęła z ulgą dopiero wtedy, kiedy ponownie ruszył z miejsca. Przy idealnym wylądowaniu poczwórnego Salchowa, nikt nie miał wątpliwości, że to właśnie Rosjanin jest jedynym zawodnikiem godnym złotego medalu. Nie zaskoczył nikogo kolejną udaną kombinacją choreograficzną. Wydawać by się mogło, że nie Viktor rusza się do muzyki, ale to właśnie ona dostosowuje swoje takty do każdego jego kroku. Potrójny lutz i flip a następnie kombinacja poczwórnego i potrójnego toeloopa zakończyły serię skoków w programie. Zostały już tylko piruety, które podniosły temperaturę panującą w hali o jakieś kilkanaście stopni. Końcowe partie muzyki zostały zagłuszone przez aplauz.  
- Jakie to było piękne. – wyszeptała Natalia nie mogąc oderwać od niego wzroku. Nawet tak kompletny laik jak ona, potrafiła docenić ogromny talent Nikiforowa. Po kilkunastu sekundach odzyskała trzeźwość umysłu i odwróciła się w stronę Kamila. Zrobiła to w najlepszym momencie.
Ten spoglądał w przestrzeń pustym wzrokiem, ale wydawał się być jakiś... Inny? 
Podczas tego występu coś w nim ewidentnie pękło. 
Uczucie powracających wspomnień uderzyło po raz trzeci, niemalże zwalając go z krzesła. Oparł głowę na kolanach, zasłaniając ją ramionami i po prostu trząsł się, nie wydając przy tym żadnego dźwięku.
Nie chciał rezygnować z łyżwiarstwa.
Nie mógł opuścić tego, co kochał całym sercem.
Nie potrafił się do tego przyznać.
- Czy ty płaczesz? - spytała nieśmiało. 
- Nie. - mruknął pociągając nosem. 
- Oj coś mi się wydaję, że jednak tak. 
- Spadaj. - zakopał się w swoich ramionach jeszcze głębiej. 
Natalia nic nie odpowiedziała, tylko przytuliła go najmocniej, jak tylko mogła. Cmoknęła czubek jego głowy dokładnie w momencie, w którym ogłoszono, że to Viktor Nikiforow zdobył złoty medal Grand Prix. Siedzieli w tej pozycji, aż do wyjazdu medalistów na taflę lodu. Ten czas upłynął naprawdę szybko, chociaż oboje mogliby przysiąc, że minęło raptem kilka minut. Kamil w końcu wyprostował się i spojrzał w dół.
- Cholera, zasmarkałem sobie całe spodnie. – wyjęczał starając się je wytrzeć chusteczką, którą wyjął sobie z kieszeni.
- Nic się nie stało. Najwyżej wyczyścisz je w hotelu. – powiedziała cicho i pogłaskała go po głowie. Wyczuwała, że właśnie teraz stało się coś przełomowego. Wcale nie żałowała, że zaciągnęła go na te zawody. 
"Może w końcu do niego dotarło, jak wiele stracił rezygnując z łyżwiarstwa." - pomyślała, wyciągając kolejne churros z torebki. - "Boże, Boże, może to takie jego zmartwychwstanie, jak w "Zbrodni i Karze"! Teraz wróci i będzie super uper! Ale ja jestem genialna. Czasem mam trzaski inteligencji." - zacierała ręce z radości, na samo wyobrażenie Kamila ponownie sunącego po lodzie.
Wstali z miejsc i skierowali się w kierunku schodów prowadzących na dół. Kamil był wdzięczny, że chociaż przez chwile Natalia nie trajkotała jak katarynka. Mimo faktu posiadania niewiarygodnie niewyparzonego języka, wiedziała czasem, kiedy warto się odzywać, a kiedy nie. W naprawdę poważnych sytuacjach, nawet ona umiała opanować swój temperament. Złapała go za rękę i ścisnęła ją mocno, wiedząc, że tylko tyle może zrobić. Wolała teraz nie naciskać, bo jeszcze pogorszy sytuację. Ale w głębi duszy miała pewność, że jej misterny plan o nazwie "Kamcia-Wraca-Na-Lód" wypalił w stu procentach. 
- A co tutaj robią moje gołąbeczki? – odwrócili się. Za nimi stał Chris ubrany w biało-czerwony dres. Na jego piersi lśnił srebrny medal odbijający światła lamp. Bukiet czerwonych róż, który trzymał w rękach prawie zasłaniał jego roześmianą twarz.
- Gratuluję! – Natalia szybko puściła Kamila, by rzucić się na szyję przyjaciela. Tamten objął ją ramieniem i uśmiechnął się jeszcze szerzej, wznosząc kwiaty do góry. - Czemu nie jesteś teraz z dziennikarzami? – spytała, kiedy odstawił ją na ziemię.
- Molestują Vikusia. Z resztą konferencja jest za jakieś dwadzieścia minut. – odpowiedział i odwrócił się w stronę Kamila. – Pytał o ciebie, wiesz? Powinieneś się z nim zobaczyć. Obgadać stare dobre czasy i tak dalej.
- Nie powinienem. Pewnie nie ma dla mnie nawet chwili, w końcu przed chwilą zdobył złoto i musi się wszystkim pochwalić. – szybko zaprotestował, opierając się ramieniem o ścianę. – A tak na marginesie to gratuluję. Dziewczyna za mną o mało co nie doszła. Przynajmniej tak wywnioskowałem z tego, jak mocno kopała oparcie mojego krzesła. Reszta też śliniła się na twój widok, jak pies Pawłowa na dźwięk dzwoneczka. Myślałem wczoraj, że twój seksapil trochę osłabł, ale muszę przyznać, że nadal masz w sobie to coś zwierzaku.
- Merci. – mrugnął i złapał się za kieszeń, w której wibrował telefon. – Wybaczcie, ale muszę was opuścić. Narzeczona wzywa. – pomachał im i zniknął za rogiem.
Natalia oznajmiła, że musi jeszcze skoczyć do toalety i również rozpłynęła się w powietrzu. W korytarzu kłębił się spory tłum ludzi, przez co kierunek, w którym poszła dziewczyna stał się dla Kamila tajemnicą. Skręciła w lewo czy w prawo? W końcu toalety są i tam i tam. 
Westchnął niecierpliwie. 
Jedyne czego teraz pragnął, to wrócić do hotelu i porządnie się wyspać przed czekającą ich rano podróżą. Strasznie nie lubił latać samolotami, ponieważ zazwyczaj wtedy przestawiał się cały jego dobowy zegar i chłopak musiał regulować go przez kilka następnych tygodni. 
Postanowił zadzwonić do swojej zguby, w celu poinformowania jej, że czeka przed halą. Wyjął telefon z kieszeni i zapatrzony w jego ekran, ruszył w kierunku wyjścia. 
A teraz przed nami odegra się krótka scenka reprezentacyjna z rodzaju: "Słuchaj, co mówi twoja mamusia."
Otóż mamusia Kamila zawsze powtarzała, żeby patrzył przed siebie, kiedy idzie wśród tłumu ludzi. Jednak tym razem o tym zapomniał. Wiadomość do Natalii była ważniejsza niż jakieś tam reguły bezpieczeństwa. 
Oczywiście możemy łatwo przewidzieć, że po czterech sekundach nastąpiła kolizja. Kamil o mało co nie padł na ziemię jak długi, siła uderzenia była tak duża. Jakby zderzył się ze stadem pędzących bawołów. Złapał za bolące ramię, od którego odbiła się drobna dziewczyna leżąca przed nim. Była bardzo chuda, miała sięgające do ramion blond włosy, a jej twarzy nie dostrzegł. Jednak było w niej coś męskiego. Coś, co stanowiło niejako zagadkę.
- JAK ŁAZISZ KRETYNIE!? – tajemnica rozwiązania. Jego detektor płci tym razem się mylił. To był nastolatek i to w apogeum okresu dojrzewania. Niski głos, agresja i wściekły wzrok tylko utwierdziły Kamila w tym przekonaniu. To był facet z krwi i kości. Chociaż na pierwszy rzut oka wcale tak nie wyglądał. Miał bardzo delikatne rysy twarzy, bladą cerę i duże, zielone oczy przesłonięte rzęsami, którymi nie pogardziłaby niejedna kobieta. Gdyby założył sukienkę, rajstopy i jakieś ładne buciki, mógłby iść do damskiej toalety, wcale nie wzbudzając przy tym zgorszenia. Tylko gdyby zmienił wyraz twarzy na jakiś bardziej łagodny, a nie wykrzywiał ją, jakby dostał paraliżu mięśni trzewioczaszki. – BOZIA CI OCZU NIE DAŁA? A MOŻE JESTEŚ JAKIŚ UPOŚLEDZONY? 
- Przepraszam. – niezrażony tym agresywnym, słownym atakiem, wyciągnął w jego stronę rękę, żeby pomóc mu wstać. Tamten jednak podniósł się sam, kiedy już to zrobił, spojrzał na Kamila jak na śmiecia. Poważnie. Zmrużył oczy, zmarszczył czoło i zjeżył się, jak wściekłe zwierze. Nie byli nawet tego samego wzrostu, więc tylko łypał w górę zielonymi ślepiami, a mimo to samą siłą swojego spojrzenia mógłby kruszyć góry. Struchlały Kamil dostrzegł godło Rosji na jego biało-czerwonym dresie. Nie zaskoczyło go to, ponieważ akcent, z jakim mówił nastolatek wręcz roztaczał aurę gułagu i zapijaczonych głosów z ruskiego hard bassu. Wszędzie pozna to charakterystyczne „r”. 
Przyglądał mu się jeszcze chwilę i nagle doznał olśnienia. To był przecież Yuri Plisetsky. Dzieciak, który kilka godzin wcześniej wygrał złoto w finale juniorów. I to w jakim stylu.
Kamil oglądał jego występ z zapartym tchem, będąc przekonanym, że przed nim jechał młody następca Nikifirowa. Taki talent trudno przeoczyć. W dodatku poruszał się z taką delikatnością i dziewczęcym wdziękiem, zupełnie jak baletnica. A teraz stał przed nim i wyglądał, jak gotowy do walki wrestler. 
Ludzie z tyłu zaczęli głośno krzyczeć i bić brawa. W pierwszej chwili Kamil pomyślał, że może wybuchła panika i zaraz stratuje go dziki tłum. Co prawda nie takiej śmierci sobie wymarzył, ale lepiej teraz niż później. Przynajmniej nie umrze z własnej winy - jeden grzech mniej i do nieba bliżej. Miał zamiar odwrócić się za siebie i sprawdzić, co to za zamieszanie, gdy do jego uszu dobiegł gniewny głos. 
- Nie wybaczam. Następnym razem patrz gdzie leziesz idioto. - zadarł nos go góry i otrzepał rękawy. - Wiesz kim ja jestem? Pewnie nawet nie masz pojęcia, na kogo właśnie wpadłeś, a ja mogę ci obiecać, że... – nagle spojrzał na coś ponad ramieniem Kamila i widocznie złagodniał. Znowu wyglądał tak niewinnie, zupełnie jak na swoim występie. Kamil nie mógł się nadziwić, jak taka mała istota, może mieć tyle obliczy. Raz piękny, raz z pianą z pyska, raz poruszający się z pełną gracją, raz krzyczący „Jak łazisz kretynie?”. I tak w kółko.
„Cholera, czy ja też się tak zachowywałem jak miałem tyle lat co on? O ile dobrze pamiętam, byłem potulny jak baranek. A ten tutaj to mógłby mnie zabić samym wzrokiem. Nie rozumiem, czemu dzieciaki są w tych czasach takie agresywne. Może to przez te gry? Bzdura. Ja gram w „Mortal Kombat” i nie krzyczę na Bogu ducha winnych ludzi. Może po prostu ma jakieś problemy z psychiką?” 
Nagle usłyszał za sobą czyjś głos. Radosny głos, należący z pewnością do jakiegoś mężczyzny. Poczuł ból w klatce piersiowej.
- Ho, ho! Yuri przestań być taki agresywny, co? Jakov ci nie powiedział, jak to może się skończyć? Będziemy chyba jeszcze musieli nad tobą popracować. Może jakiś kursik dla zbyt gniewnych ludzi?
Mężczyzna mówił po rosyjsku, więc Kamil doskonale go zrozumiał. Co więcej, wiedział kto to był. Mógłby tego głosu nie słyszeć nawet dziesięć lat, a i tak poznałby go od razu. Że też teraz musiał na niego wpaść, kiedy akurat miał już wychodzić. Mógł ulotnić się niezauważony, ale nie-e. Przekorny los musiał, jak zwykle spłatać figla.
W tym samym czasie Natalia wycierała już ręce i miała zamiar wyjść z toalety, kiedy usłyszała podniecone głosy dwóch nastolatek.
- Nikiforow jest na korytarzu! - jedna z nich podskakiwała do góry z długopisem w ręku. - Chodź, może uda nam się zdobyć jego autograf!
Pociągnęła swoją koleżankę za ramię i obie wybiegły za drzwi.
„Jak to na korytarzu? Przecież Chris powiedział, że udziela wywiadów, więc co on tam robi? Niedobrze, ajś niedobrze.” – myślała gorączkowo, wychodząc z toalety. – „Jeżeli wpadnie na Kamila, to DOPIERO będzie bardzo niedobrze. Przecież obiecałaś sobie, że wyciągniesz go z tej emocjonalnej dziury, a spotkanie z Viktorem wcale w tym nie pomoże. Po co go wzięłam na te zawody? Ale ja jestem głupia! Pewnie ten płacz wcale nie był cudownym katharsis. Znowu zamknie się w sobie i całą tę kilkumiesięczną pracę weźmie szlag. A to wszystko przeze mnie. Ajś. Głupia Natalia, głupia Natalia!”
Wybiegła na korytarz i rozejrzała się dokoła. Było tak, jak mogła się domyślić. W miejscu, w którym znajdował się Viktor kłębił się już tłum ludzi. Wszyscy chcieli zobaczyć mistrza z bliska i poczuć jego obecność, w końcu był kimś wyjątkowym. Wszyscy poza Kamilem, który odwrócił się delikatnie i spojrzał w górę.
Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to złoty medal, który wisiał obok czarnego, trójgłowego orła. Nad godłem wyszyta była rosyjska flaga i coś napisane cyrylicą. Nie miał teraz czasu, żeby to odczytać. Wyżej była już tylko szyja i roześmiana, rumiana twarz Viktora Nikiforowa. Chyba jeszcze niedokładnie rozeznał się w sytuacji, dlatego promieniował wesołkowatością. Patrzył na dwójkę przed sobą, jakby oglądał jakąś wyjątkowo rozczulającą scenę z opery mydlanej. Spojrzał w dół na Kamila i nagle zamarł, tracąc całą swoją radość.
Tak samo jak reszta osób, która zdała sobie sprawę z tego, że przed nimi stoi właśnie dwójka najlepszych łyżwiarzy na świecie.
Natalia stanęła na środku korytarza i głośno przeklęła.

Kochana Depresyjo!
Mogę napisać brzydkie słowo? No proszę, pozwól mi. To zostanie między nami. I tak nie będę Cię słuchać. NO KURWA, JAKI DRAMAT. Zgadnij kogo spotkałem. Tak. Wygrałaś milion. Wpadłem na Nikiforowa na korytarzu zaraz po tym, jak dostałem srogi ochrzan od nastolatka, mającego problemy z agresją, czaisz to? Pewnie wyglądałem w jego oczach, jak jakiś pantoflarz, który daje się pomiatać dzieciakom. Nie moja wina, byłem zbyt zaskoczony, kiedy na mnie wpadł. Niby taki mały i chudy, ale pęd to on rozwinął niezły. Wracając do Viktora. No kurde dramat. Oczywiście, że mnie poznał i oczywiście, że zaczął coś tam mówić. Dlaczego ten człowiek tak bardzo mnie stresuje? Nie rozumiem tego fenomenu. Na jego występie zacząłem płakać (tylko się ze mnie nie śmiej!) i to tak, jak dawno nie płakałem. Serio. Znowu zechciałem wrócić do łyżwiarstwa. Pomyślałem, jak cudownie mogłoby być, gdybym poczuł to samo, co dawniej. Nawet trochę się rozmarzyłem o tym, że mógłbym znowu startować w zawodach i nawet coś wygrać. Ale przecież istnieje trochę przeszkód, na mojej drodze do spełnienia tego chorego marzenia. Po pierwsze – nie mam trenera. Nikt nie zastąpi mi Marcina, bądźmy szczerzy. To czego on mnie nauczył i jak we mnie wierzył… Tego nie da się zamienić na nic i na nikogo. Po drugie to nie wiem, czy mam ochotę znowu się bawić w ten cały wyścig szczurów. Przestań się głupio chichrać, to jest dobry argument! Nieważne, zaprzestaję tej jałowej dyskusji. Jutro wracamy do Polski i mam nadzieję, że moje głupie fantazje opuszczą mnie na zawsze. Forever and ever, jak to śpiewał ktoś, kto akurat wyleciał mi z głowy. Może mam początki Alzheimera, skoro ciągle czegoś zapominam? Natalia ciągle pyta się, jak tam moje samopoczucie i daje mi cukierki. Super, zauważyła. Czasami mam wrażenie, że nie mogę już niczego przed nią ukryć. To jest dramat. Błagam Boga, żeby tylko nie drążyła tematu po powrocie. Potrafi być strasznie upierdliwa, kiedy się martwi. A mi teraz upierdliwe osoby są potrzebne do życia tak bardzo, jak <tu wstawiam jakieś śmieszne porównanie, którego teraz nie mogę wymyślić>. Trzymaj się ciepło i oczekuj kolejnych listów!
Truchlejący przed wizją ponurej przyszłości
Kamil


~*~
Boże, kiedyś szwagier dał mi churros i pokochałam je tak bardzo, że aż przytyłam trzy kilo (strasznie łatwo tyję). Churros to pułapka. Poza tym zamknęłam się w pokoju na kilka dni po obejrzeniu Mistrzostw Świata w Helsinkach. Każdy, kto kocha Javiera, zamknąłby się nawet i na miesiąc. Ta wywrotka była tak dołująca :C

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Informacje na początek.