Rozdział piąty.

„Natalia Plat dodała nowe zdjęcie.”
Ten napis pojawił się na wielu wyświetlaczach smartfonów w Polsce, ale i na kilku w odległej Barcelonie.
Właściciel jednego z nich był akurat w trakcie przeglądania tablicy i co chwila przeciągał się czując jeszcze obolałe mięśnie, które pracowały intensywnie podczas ostatniego treningu. Przetłumaczył opis zdjęcia.
„Kierunek – Barcelona! Lecimy szturmować Grand Prix!”
Fotografia przedstawiała uroczą parę. Cycata dziewczyna o szarych włosach ściskała rękę chłopaka siedzącego obok niej. Oboje uśmiechali się promiennie, a wolne dłonie układali w dość oklepany symbol serca. 
"Jeżeli teraz wylecieli, to za kilka godzin powinni być na miejscu."
Christophe Giacometti gwizdnął z zaciekawieniem. 
Był on bardzo znanym i podziwianym, szwajcarskim łyżwiarzem figurowym. Co prawda zbliżał się już do wieku, w którym widmo emerytury zaczynało pojawiać się na horyzoncie, ale na tę chwilę w jego planach nie było żadnej rezygnacji. Miał jeszcze tyle do pokazania swoim fanom, wiernie obserwującym każdy jego występ. Musiał podbić jeszcze tyle niewieścich serc. Przecież z tego jest najbardziej znany! Jego historie miłosne były bardzo często poruszanym tematem w szwajcarskich mediach. Były, ponieważ od dwóch lat znajdował się w bardzo stabilnym związku. Planował już nawet ślub, a to oznaczało, że poważnie zaczyna myśleć o swojej przyszłości. Odłożył telefon na szafkę obok łóżka i podszedł do okna, pozwalając sobie popaść w głęboką zadumę.
Jego postać wywoływała kontrowersję również z innych powodów. To jest ten łyżwiarz figurowy, z którym Kamil wspinał się po legendarnym maszcie przed legendarnym hotelem. Co prawda oberwało mu się za to i od trenera i od mediów, jednak jego występy stanowiły zadośćuczynienie wszystkich wcześniejszych wybryków. Potrafił całkowicie zahipnotyzować publikę (zwłaszcza tę kobiecą część) i sprawić, że jadła mu z ręki. Dodać do tego jeszcze jego miłą dla oka buźkę i mamy komplet uroczego łyżwiarza, który ma trochę za uszami. 
Tkwił przed oknem jeszcze kilka minut i wpatrywał się w panoramę miasta. Uwielbiał Barcelonę i zawsze kiedy miał okazję do niej przyjechać, robił to z największą przyjemnością. Wiadomość o obecności jego dawnego znajomego dodatkowo poprawiła mu nastrój.
- Drugi najlepszy tyłek w łyżwiarstwie przyjeżdża do Barcelony? – spytał sam siebie i uknuł w głowie przebiegły plan. Musiał do tego wykorzystać Natalię.
Nie mógł dopuścić, żeby taka okazja przeszła na marne. 
Tymczasem jakieś kilka tysięcy kilometrów od pokoju Chrisa Giacomettiego, Kamil właśnie przeżywał najprawdziwsze katusze. Natalia nienawidziła latać samolotami, dlatego żeby odreagować musiała ciągle z kimś rozmawiać. Ciągle. CAŁY CZAS.
- No i wtedy wiedziałam już, że sprawa z tą piosenką jest przegrana. Totalnie nie miałam pomysłu na zakończenie. Niby ta historia była szczęśliwa, ale chciałam, żeby dziewczyna umarła w wypadku samochodowym i w końcu nie mogłam się zdecydować czy ten chłopak się zabije czy nie. Dlatego perkusista powiedział, żebyśmy chociaż tego dnia nagrali o mężczyźnie, który jedzie pociągiem i dostaje wiadomość od żony, że ta chce się z nim rozwieźć.
- Strasznie dołujące tematy. – stwierdził Kamil. – O ile dobrze pamiętam, to twoja poprzednia płyta była wypchana tęczą, miłością i szczęściem.
- Tak było kiedyś. Ale postanowiłam zmienić trochę wizerunek. – odpowiedziała mu wypinając dumnie pierś. – Ludzie ostatnio wcale nie chcą słuchać szczęśliwych rzeczy. Wszystkich interesuje tylko nienawiść, złamane serca i samozagłada. Nie zauważyłeś? Z resztą sam spójrz na siebie. Od czasów sam-wiesz-czego nie słuchasz niczego poza System of a Down i Paktofoniką.
- Oj już przestań – machnął ręką zniecierpliwiony. – To nie tylko śmierć i samozagłada.
- No jasne, jasne. Przeczytaj tekst „Chop Suey”, a potem ze mną dyskutuj. - uderzyła go ulotką o bezpieczeństwie na pokładzie. - Wracając. Jeżeli ludzie chcą smutnych piosenek, to im je dam. Muszę się dostosowywać do targetu.
- Kiedyś twoim targetem były rozwrzeszczane nastolatki, a teraz chcesz mieć dorosłych i ogarniętych fanów. – stwierdził z przekąsem. - To chyba tak nie działa, jedno nie ewoluuje w drugie.
- Powiedział Kamil Markiewicz, któremu fanki wysyłały bieliznę! – krzyknęła trochę głośniej niż powinna, bo kilka zainteresowanych osób odwróciło głowy w ich stronę. Kamil uciszył ją syknięciem. – No przepraszam, przepraszam! Ale nie pozwolę obrażać moich fanów, choćby byli najgorszymi pojebami na ziemi. 
- Kończę tę rozmowę. – oznajmił ignorując jej żałosne protesty („Kamil no! Przecież ja muszę z kimś rozmawiać, bo zwariuję!”), nałożył słuchawki i puścił zapętlony album swojego ulubionego zespołu. Głos wokalisty wypełnił cały jego umysł i uspokoił po małej sprzeczce z Natalią, która obrażona, czytała jakieś pisemko dla kobiet. Jej foch nie trwał długo, bo kiedy przez głośnik oznajmiono, że zbliżają się do Barcelony i czas zapiąć pasy, złapała Kamila za ramię i powiedziała radośnie:
- Ale będzie super! Nie mogę się doczekać!
Kiedy tylko wylądowali i wyszli przed lotnisko, chłopak poczuł się, jak na wizycie u starego, dobrego znajomego.
Odwiedzał Barcelonie kilkukrotnie, jednak za każdym razem miał wrażenie, jakby odkrywał to miasto na nowo. Było przecież ogromne i pełne tajemniczych zakamarków, w których łatwo można się było zgubić. Mimo że zazwyczaj stronił od zwiedzania, to gdy tylko dotarli do hotelu, dał się ponieść Natalii wszędzie gdzie tylko chciała. A jej ekscytacja rosła wraz z kolejnymi etapami wycieczki turystycznej. Fotografowała wszystko i wszystkich, biegała w każde interesujące dla niej miejsce, a biedny Kamil musiał jej pilnować, ponieważ orientacja w terenie Natalii była naprawdę słaba i istniało ryzyko, że dziewczyna po prostu zawieruszy się gdzieś na wieki. Po kilku godzinach, niemrawym głosem oznajmiła, że najwyższy czas na powrót do hotelu. W nim spała całą noc i prawie pół dnia, a kiedy już wstała, po raz kolejny wyciągnęła swojego towarzysza na dzikie wojaże po mieście.
- Kamil! Zobacz! Ludzie tańczą tango na środku ulicy! – krzyczała na cały głos ciągnąc chłopaka za rękę. Ten był już tak zmęczony, że nawet nie próbował protestować. Po prostu szedł za nią, niczym grzeczny piesek we wszystkie miejsca. A to do sklepów z markowymi ubraniami albo na świąteczny kiermasz albo do nastrojowych alejek. Wszystko było dokładnie udokumentowane i zamieszczone w sieci, żeby nic nie umknęło ciekawskim fanom piosenkarki. Kamil wiedział, że plotki będą się mnożyć w zawrotnym tempie i martwiło go to ponowne zainteresowanie mediów, którego tak bardzo unikał przez ostatnie miesiące.
W dodatku zgubili się w środku miasta i nie dotarli na pierwszą połowę programu krótkiego mężczyzn. Natalia błagała o wybaczenie i obiecywała najlepsze pączki, ale Kamil ignorował jej psychologiczne gierki. Był na nią odrobinę obrażony, bo przez jej głupie zachcianki ("Ta uliczka jest taka ładna! No dawaj wejdźmy do niej! O kolejna! Do tej też wejdziemy! Co może się stać?") nawet nie obejrzeli głównej atrakcji ich podróży.
„Walić to. I tak pewnie bym się niepotrzebnie stresował patrząc na innych zawodników.” – pomyślał, kiedy już oboje wchodzili do hotelu. Nie było jeszcze tak późno, ale zmęczeni ekscytującym dniem postanowili szybciej pójść spać, żeby jutro nie przegapić żadnego szczegółu z programu dowolnego. Kamil chciał jeszcze obejrzeć juniorów, żeby móc ocenić na jakim poziomie znajduje aktualnie ta kategoria wiekowa.
Kiedy tylko znaleźli się w pokoju, padł na łóżko. Chciał tylko i wyłącznie zasnąć. Nie obchodziło go nawet to, że jest nadal nieumyty, głodny i ubrany. Usłyszał głośne burczenie własnego brzucha.
- Ej, mordko. Zamówmy coś do jedzenia. – mruknął do Natalii, która była aktualnie zbyt zajęta fotografowaniem pokoju. Pomyślał, że widzi przed sobą nową ofiarę uzależnienia od mediów społecznościowych. On sprawdzał Facebooka może co dwa dni, Instagrama nie używał prawie wcale a na Snapie oglądał tylko to, co uznał za ciekawe. Natomiast ona, jakby nie mogła odkleić telefonu od swojej ręki. – Natalia! Jeść! Zamów!
- Co? - podniosła głowę. Zdawała się być zupełnie nieprzytomna. - A, dobra, już. – zaćwierkała, po czym podeszła do telefonu wiszącego na ścianie. Za to jej smartfon brzdęknął, a to oznaczało, że dostała prywatną wiadomość. Kamil podniósł się zciekawiony i już prawie sprawdził kto napisał do Natalii, kiedy ta szybko podbiegła w jego stronę i powaliła go na łóżko. Wyrwała mu telefon z ręki i przydusiła swoim własnym biustem. Przygwoździła chłopaka do materaca nie dając nawet przestrzeni do oddychania.
- Mój drogi, nie grzebie się w cudzych telefonach. – podniosła się i delikatnie uderzyła go w twarz.
- A od kiedy masz przede mną sekrety? – spytał zdziwiony. Przecież nigdy się tak nie zachowywała. Zazwyczaj miał całkowity wgląd w jej życie prywatne, ba, sam był jego ważną częścią. A teraz ona coś przed nim ukrywa? To było podejrzane. Zachowywała się dokładnie tak, jak wtedy kiedy urządzała mu przyjęcie niespodziankę z okazji dziewiętnastych urodzin. Chodziła z głową w chmurach, ciągle pisała do kogoś tajemnicze wiadomości i nie pozwalała Kamilowi nawet dotykać jej telefonu. Co prawda tylko ostatni fakt pokrywa się z aktualną sytuacją, ale chłopak nabrał pewnych obaw. Teraz też coś takiego chodziło jej po głowie? Niemożliwe.
- Od teraz. – zeskoczyła z niego i z zawziętością, zaczęła stukać po ekranie. Nawet nie zamówiła jedzenia, o które ją poprosił. – Dobra, muszę szybko wyjść. Będziemy w kontakcie dobra? – pomachała mu ręką i znikła za drzwiami.
Kamil wciąż leżał na łóżku i starał się oswoić z tą sytuacją. Coś było definitywnie nie tak. To nie mogło być przyjęcie niespodzianka. Nie znała nikogo w Barcelonie, a jej umiejętności organizatorskie nie były zbyt wysoko rozwinięte. Co ta kobieta knuła? 
„Czyżby ona kogoś dzisiaj... poznała?” – pomyślał i po chwili zaśmiał się ze swojej własnej głupoty. – „Niemożliwe. Ona i chłopak to coś nierealnego. Poza tym powiedziała mi kiedyś, że Hiszpanie w ogóle nie są w jej typie. Co się do cholery dzieje?”
Podniósł się i włączył telewizor. Na ekranie pojawiła się bardzo ładna spikerka z burzą ciemnych loków na głowie i zaczęła mówić tak szybko, że nawet gdyby chciał, to by niczego z jej wypowiedzi nie zrozumiał.
Jego hiszpański w porównaniu do angielskiego lub rosyjskiego, którymi mówił biegle był… no właściwie wcale go nie było. Umiał tylko powiedzieć „Ola mi nombre e Eduardo”, ale tego nauczył się z kreskówki, której nie umiał sobie teraz przypomnieć. Wywnioskował jednak, że są to wiadomości, kiedy tylko zobaczył obecnego króla Hiszpanii i coś co przypominało zebranie rządu. Potem kobieta opowiadała o polityce, jakimś starszym panu i papudze, która umiała zagrać na pianinie "Panie Janie", aż w końcu program zakończył się reklamami.
Po kilku minutach na ekranie pojawiła się czołówka programu sportowego. Pierwsze wiadomości informowały oczywiście o piłce nożnej, lecz później mężczyzna w śmiesznym krawacie z przejęciem zaczął opowiadać o finałach Grand Prix w łyżwiarstwie figurowym. Kamil domyślił się tego z powodu logo zawodów, które wyświetliło się na dole obrazu, a także z filmików przedstawiających różnych zawodników, wykonujących swoje układy.
„Cholera. Przez to, że Natalia nas zgubiła, nie zdążyliśmy na połowę programu krótkiego. Nie zobaczyłem Chrisa. Chociaż pewnie i tak był zboczony, jak zwykle. Może to i lepiej, że nie słyszałem pisków tych jego chorych na umyśle fanek. Praktycznie zobaczyłem tylko jakiegoś Kanadyjczyka i Crispino. No i został jeszcze Viktor. W sumie to dobrze, że na jego występie schowałem się w toalecie. Nie mam pojęcia, dlaczego nie dałem rady tego obejrzeć. Pewnie ten talent by mnie przytłoczył.”
Zamyślony spoglądał w okno, zza którego rozciągała się piękna panorama miasta. Światła budynków i lamp odbijały się od chmur, barwiąc je na pomarańczowo. To połączenie sprawiało, że nad miastem unosiła się złota łuna, widoczna z bardzo daleka.
„Ciekawe, jak on się teraz czuje? Pewnie już powinien przywyknąć do wygrywania wszystkiego, w czym bierze udział. Ja na jego miejscu nudziłbym się niemiłosiernie. Ciągle złoto, ciągle pierwsze miejsca. Przerąbane musi mieć taki człowiek. Wszyscy uznają jego zwycięstwo za jakąś oczywistość, więc nie może popełnić żadnego błędu. Ta presja by mnie wykończyła.”
Jego myśli przerwała melodyjka z openingu ukochanego anime, którą ustawił sobie na dzwonek. Ciężkie brzmienia gitary elektrycznej i perkusji zagłuszyły nawet telewizor. Spojrzał na wyświetlacz i zmarszczył czoło. Natalię zupełnie nie obchodziło coś takiego jak roaming i opłaty za rozmowę. Kiedyś jej lekkoduszna natura wpędzi ją do grobu. Albo w poważne kłopoty finansowe. 
- Słucham?
- Kamil wyjdź przed hotel! – wyśpiewała Natalia i roześmiała się złowieszczo. Szybko się rozłączyła, nie dając mu nawet czasu na pytania. Ewidentnie coś knuła. Znając ją i jej naturę chochlika, to było coś bardzo złego.
„O co jej chodzi? Ktoś ją porwał? Nie. Nie byłaby taka radosna. To może zrobiła ustawkę z paparazzi? ” – pytania tego typu dręczyły go całą, dosyć długą podróż przez ogromny budynek. Kiedy dotarł na miejsce rozejrzał się i o mało nie dostał palpitacji serca.
Przed nim stał wysoki mężczyzna, ubrany w tak obcisłe ciuchy, że Kamil mógł zobaczyć każdy mięsień jego ciała. Naprawdę, ten czterogłowy uda opinał obcisły i błyszczący materiał spodni. Wszystkie dziewczyny, a nawet paru facetów (geje na sto pro) mijając go, obracali głowę i tęsknym spojrzeniem spoglądali najpierw na tył jego głowy, plecy i na końcu - pośladki. Z przodu też reprezentował się całkiem nieźle. Przystojna twarz, krótkie, blond włosy, przyciemnione przy szyi, rozmarzone spojrzenie oliwkowych oczu, delikatny zarost, który nadawał mu wygląd zaniedbanego w pociągającym stylu macho.
To był Christophe Giacometti. Szwajcarski zawodnik, trzeci najlepszy łyżwiarz w ogólnej klasyfikacji. Ale co najważniejsze: Bóg seksapilu we własnej osobie.
Bóg seksapilu, który gdy tylko zobaczył Kamila podszedł do niego i bez ceregieli poklepał go po tyłku. Zawsze tak robił, kiedy dochodziło do ich spotkania. Ogólnie rzecz biorąc, był bardzo zboczony. Wiedzieli o tym wszyscy ci, którzy znajdowali się w jego obecności dłużej niż pięć minut. Takiej perwersji nie dało się ukryć.
Kamil pisnął niemęsko i uderzył go w rękę.
- Jesteś niemożliwy! Mówiłem ci, żebyś nie robił takich rzeczy w miejscu publicznym, bo wezmą nas za jakąś parę! – przypomniał sobie wszystkie te niezręczne sytuacje z przeszłości.
- Co to za chłodne powitanie po tylu miesiącach rozłąki? – tamten spojrzał na niego smutnymi oczami małego kotka. Kamil zawsze uważał, że Chris ma z tymi zwierzętami dużo wspólnego. – Wiesz jak za tobą tęskniłem? Widziałeś ile wiadomości ci wysyłałem? Na żadną nie odpowiedziałeś. Jak tak można? To jest całkowity gwałt na naszej pięknej przyjaźni.
- Cóż, jestem w złej formie. – odparł, czując znużenie. Wiedział, że to była tylko kwestia czasu, kiedy temat „depresyjki” powróci do niego, jak bumerang. Już myślał, że Natalia dała mu spokój, a tu nagle pojawił się nowy dręczyciel. Dręczyciel, który nie miał zamiaru pozostawić tej sytuacji niewyjaśnionej.
- A ile razy dzwoniłem! Wiesz jak myśmy się wszyscy martwili? Nawet Michele i Sala! Już chcieliśmy do ciebie przyjechać, żebyś nie mógł nas już ignorować! Sala sprawdzała nawet bilety do Warszawy. A Viku…
- Dziękuję za troskę. – przerwał mu brutalnie. 
Natalia, która cały czas obserwowała tę scenę, poczuła niepokój. Wiedziała, że niegrzeczne zachowanie Kamila w trakcie rozmowy oznacza tylko jedno - czas na szybką interwencję w postaci nowego tematu. 
- Może pójdziemy do jakiejś knajpki? Widziałam gdzieś na tej ulicy jedną i wydaje mi się, że mają tam dobre jedzenie. Spróbujemy hiszpańskich dań i może nawet zatańczymy tango, jak w jakimś filmie! Co wy na to? Będzie super! – wzięła ich obu pod rękę i zaczęła prowadzić jak prawdziwy przywódca stada. Kamil zmarszczył nos i prychnął, za to Chris ucieszył się i zawołał z radością: „Prowadź przewodniku!”. Szybko weszli do małej restauracji, która jak się okazało, serwowała tylko i wyłącznie hiszpańską kuchnię. Poprosili kelnera o stolik trzyosobowy i zasiedli z menu w rękach. Zamawianie zajęło im chwilę, ponieważ spis dań był strasznie długi i skomplikowany.
„W końcu mogę zjeść coś lokalnego. Siedzę tutaj już drugi dzień, a jedyne co miałem w ustach to popcorn i hot-dogi. ” – pomyślał Kamil zamawiając paellę. Nie umknęło jego uwadze, że Chris wciąż się w niego wpatrywał. Starał się to ignorować, ale po kilku minutach nie wytrzymał.
- Co się patrzysz? - spytał tylko trochę niegrzecznie.
- Dlaczego miałbym się nie patrzeć na takiego cudnego mężczyznę jak ty? – odbił piłeczkę. – Oceniam, jak bardzo schudłeś. Szczerze mówiąc, to nawet twój tyłek nie jest już taki jędrny jak wcześniej. Strasznie się zaniedbałeś. Co się z tobą działo przez te miesiące? – spytał zmartwiony.
- A byłem tu i tam. - odpowiedział wymijająco. - Tak naprawdę nie robiłem niczego szczególnego. Głównie studiowałem i starałem się nie rzucić z dziesiątego piętra, przeżywałem kryzys wartości moralnych, czytałem Nietzschego i podlewałem kwiaty. – ostatnią informację zmyślił. Nie miał głowy do takich rzeczy jak dbanie o roślinki. – Powinieneś zainteresować się mitem nadczłowieka. To bardzo ciekawy temat.
- Dlaczego się z nami nie skontaktowałeś? – Chris nadal wiercił mu dziurę w brzuchu. Wcale nie dał się zbyć jakimiś sztucznymi wymówkami. - Wiesz, że jesteśmy zawsze gotowi do pomocy. Możesz z nami o wszystkim porozmawiać, my zawsze cię wysłuchamy.
- Przepraszam, że tego nie zrobiłem.  – przyznał z nieudawaną skruchą. Naprawdę żałował, że potraktował ich tak olewczo. - Ale postanowiłem się całkowicie odciąć od łyżwiarstwa.
Dania zostały zaserwowane w całkowitej ciszy. Atmosfera była tak gęsta, że można ją było kroić nożem. Chris otworzył usta w zdziwieniu, lecz po chwili je zamknął.
- Nie możesz się odciąć od czegoś, co jest ważną częścią twojego życia. – stwierdził wbijając widelec w dość ogromny kawałek mięsa na swoim talerzu.
- Mogę i właśnie to robię. Nie widzisz? – odpowiedział mu spokojnie popijając wino. Wiedział już, że ta rozmowa nie będzie należała do najprzyjemniejszych. Natalia również to wiedziała, jednak postanowiła tym razem siedzieć cicho i delektować się pysznym jedzeniem. 
- Kamil, sprawiasz nam ogromną przykrość. Wszyscy chcemy, żebyś wrócił.
- O czym ty do mnie mówisz człowieku? Byliśmy przecież rywalami i na zawodach nie mogliśmy się nawet do siebie odzywać przez tę całą konkurencję. Nie pamiętasz już? Może nie okazywaliśmy tego publicznie, ale każdy tylko czekał na porażkę drugiego. - mruknął, pochylając głowę do przodu. - Cała ta presja była wykańczająca. Niby wszyscy się lubiliśmy, ale jednak obgadywanie za plecami i wyścig szczurów to była normalka. Nie możesz zaprzeczyć. – wziął do buzi spory kawałek mięsa, chwile go przeżuwał, a następnie głośno połknął. – A wypadek całkowicie mnie dobił i sprawił, że zacząłem patrzeć na to wszystko z zupełnie innej strony. Nawet się cieszę, że już w tym nie uczestniczę. - uznał, że jak już jechać, to po całości. Wcale tak nie uważał, ale jego złość spowodowana powrotem do niewygodnych tematów, zasłoniła mu jakąkolwiek empatię.
Nóż, który trzymał Chris głośno uderzył o talerz.
- Jesteś dupkiem. – odrzekł spokojnie, podnosząc go. – Myślałem, że trochę złagodniałeś po tym wypadku, ale widzę, że nadal jesteś tak samo wredny, jak kiedyś. Nie pomyślałeś może o tym, że twoja złośliwość może do ciebie zrazić innych ludzi? Wszyscy ledwo z tobą wytrzymywali i szczerze mówiąc, ja też...
- Jejku, jaka piękna noc! – zawołała Natalia z nerwowym śmiechem. Pomyślała, że jeżeli im nie przeszkodzi, to zaraz dojdzie tutaj do mordobicia. A Chris jako ten większy, prawdopodobnie wytrze Kamilem stół. Nie mogła do tego dopuścić. – Chłopaki, zróbmy sobie zdjęcie, kiedy skończymy jeść! Fajny pomysł, co nie?
- Natalio, z całym szacunkiem do ciebie, ale robisz te cholerne zdjęcia od początku naszego przyjazdu. – warknął Kamil ściskając sztućce tak mocno, że knykcie jego pięści pobielały. Wciąż wpatrywał się w Chrisa, który z obrażoną miną również mierzył go wzrokiem.
- No to może nie zrobimy tego zdjęcia. – westchnęła zrezygnowana. Widziała już oczami wyobraźni, jak Chris łapie Kamila i wyrzuca go z impetem przez okno restauracji jak w „Bridget Jones”. Na szczęście tak się nie stało.
Zamiast tego mężczyzna westchnął i odłożył sztućce. 
- Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem. Rozumiem, że bardzo dużo przeżyłeś i nie powinienem cię od razu atakować. – wyznał puszczając oczko. Nigdy nie doszło między nimi do tak ostrej wymiany zdań, dlatego uznał, że on będzie człowiekiem, który pierwszy wyciągnie rękę do zgody.
Kamil siedział przez moment zamyślony, lecz potem uśmiechnął się serdecznie. Trochę ochłonął i nie widział sensu w wzajemnym wymienianiu złośliwości. Zwłaszcza, że Chris ma jutro zawody i powinien się niczym nie denerwować (przecież to szkodzi formie!). Jeszcze przy tym wszystkim towarzyszyła im Natalia, która wyglądała, jakby miała zejść na zawał z powodu całej tej atmosfery.
- Ja również przepraszam za moje niegrzeczne zachowanie. – powiedział spokojnie. - Lepiej zmieńmy temat. Jak miewa się Sofia?
- Bardzo dobrze. – Chris się rozjaśnił. - W sierpniu planujemy skromny ślub, tylko kilkadziesiąt osób. Oczywiście jesteś zaproszony wraz z osobą towarzyszącą. – tu wskazał głową na Natalię, która już zacierała ręce z zadowoleniem. – Ceremonia odbędzie się w małym kościele. A wesele w takim uroczym hoteliku, domku weselnym, coś takiego. Wiesz, wielka sala na dole i pokoje na górze. Mamy już nawet wynajęty zespół i spis dań. Może nawet zadbam o jakieś specjalne niespodzianki.
- Jeżeli te niespodzianki są najzwyklejszym w świecie tańcem na rurze to pamiętaj… -  Kamil zrobił dramatyczną pauzę. - … że zawsze możesz liczyć na mój współudział. 
Obaj roześmiali się serdecznie, przywołując do głowy wszystkie wspólne wspomnienia.
Wciąż pamiętali ten skandal, jaki wywołali rozbierając się do majtek przed hotelem na mistrzostwach świata dwa lata temu. Obaj wspięli się na maszty za pomocą spodni, zupełnie tak jak w „Mulan” (jeżeli spodnie zamienimy na dwa ciężary) i zaczęli machać swoimi koszulami krzycząc: „YOU CAN LEAVE YOUR HAT ON!”. Ich trenerzy natomiast stali na dole i grozili im, że jeżeli nie zejdą w ciągu kilkunastu sekund, to czeka ich taki Mordor, że nie pomoże im nawet mały hobbit ze złotą obrączką. Konsekwencje w postaci medialnego linczu i ostrego treningu tylko pogłębiły ich relację, którą Kamil uznawał za bliską przyjaźni. Wcześniej stwierdził, że w łyżwiarstwie nie było miejsca na sentymenty, jednak trochę się w tym mylił. Poza zawodami i w przerwami między nimi Chris i on spędzali ze sobą naprawdę dużo czasu. Razem imprezowali, wrzucali zdjęcia do sieci i wychwalali się wzajemnie w mediach.
- Wiedziałem, że mnie nie zostawisz Kamil. Nieważne czy jako łyżwiarze czy niełyżwiarze. Jeszcze wiele striptizów przed nami. – oczy Chrisa momentalnie się zaszkliły. Już wyobrażał ich sobie kręcących się na rurze, doprowadzających kobiety do szaleństwa.
Na te słowa w Kamila ponownie uderzyła nostalgia. Przypomniał sobie wszystkie krzywe akcje z siedzącym naprzeciwko niego człowiekiem. Wspięcie się na maszt był tylko wierzchołkiem góry lodowej. Poczuł się dokładnie tak samo, jak kilka tygodni temu haftując masłem orzechowym. Znów powróciła do niego chęć powrotu na lód, chociażby ze względu na swoich dawnych kolegów z zawodów. 
Zdziwił się czując to po raz drugi. Myślał, że to tylko jednorazowy wypadek, który już nigdy się nie powtórzy. Jego depresja skrzyżowała ręce na piersiach i zamruczała coś z niezadowoleniem.
- A tak swoją drogą, widzieliście mój program krótki?  – spytał Chris, kończący swoje danie. – Powiedzieli, że to "Nowy rozdział w historii męskiego seksapilu.". - zacytował skromnie.
- Spytaj się lepiej Natalii. – chłopak posłał jej karcące spojrzenie. Co prawda on nie umiał ich wydostać z krętych uliczek, ale to był jej pomysł, żeby w ogóle do nich wejść. Dobrze wiedziała, że mogą się spóźnić, mimo to zaciągnęła go tam z uśmiechem.
- Hie hie. Zgubiliśmy się w tym ogromnym mieście. – zasłoniła twarz ręką. - Nie moja wina, że jest takie duże! A Kamcia nie umiał obsługiwać mapy, nie mogliśmy znaleźć drogi powrotnej na główną ulicę i kręciliśmy się tam i z powrotem przez dwie godziny!
- Jesteście niemożliwi. Na dowolne macie przyjść punktualnie! Startuję trzeci. – pochwalił się wypinając pierś do przodu.
- Będziemy, będziemy. – obiecał Kamil przykładając kartę do terminala. – Cholera, czemu euro jest ostatnio takie wysokie. Chyba będę tu musiał sprzedać nerkę.
- To co chłopaki? Idziemy robić zdjęcia? – spytała Natalia z nadzieją w głosie. Już wyciągnęła telefon i obmyślała pozycję, w jakiej się ustawi, żeby wyjść jak najlepiej.
- Idziemy. – postanowił Kamil wstając z miejsca. 
- A co ty taki chętny? Jeszcze dziesięć minut temu ochrzaniłeś mnie za to, że ciągle pstrykam fotki. – wydęła policzki w niezadowoleniu. Na ten widok Chris się zaśmiał.
- Może po prostu nasz Kamil zmienił zdanie, co? – odpowiedział jej.
- Dokładnie. – potwierdził tamten i po kilku minutach wyszli przed restaurację. W powietrzu unosił się zapach pysznego jedzenia i czegoś nieznanego. Może to po prostu był klimat tego miasta? Natalia wciągnęła głośno powietrze i wypuściła je z uśmiechem.
- Tylko musimy pójść w jakieś ładne miejsce. – zaproponowała i znowu złapała ich za ramiona. Cieszyła się z faktu, że dawna napięta atmosfera zniknęła. – Chris, znasz jakieś?
- Powiem, że nawet znam. – przyznał.

Depresjo!
Jestem teraz w Barcelonie, a jutro czeka mnie występ dowolny mężczyzn i finał juniorów. Tyle emocji w jeden dzień, już nie mogę się doczekać. Właśnie, że mogę (najchętniej schowałbym się w pokoju i nie wyszedł, ale wiesz - Natalia). Chociaż szczerze mówiąc, nie jest tak źle. Spotkałem się dzisiaj z moim starym znajomym i nic złego się nie stało. Świat nie wybuchł, ja nie umarłem, a nikt z tego powodu nie ucierpiał. Może jednak łyżwy nie są takie przerażające, jak myślałem? Ha. Ha. Ha. Zobaczymy jutro na dowolnym. Sprawdzałem klasyfikację i ostatni występ będzie tym najtrudniejszym do obejrzenia. Nadal nie wiem czemu tak bardzo się stresuję. Będę widzieć tylko mojego starego rywala, którego nienawidziło pół Polski, przez to, że odbierał mi większość złotych medali (moi dziadkowie palili jego plakaty - ale to komuniści, więc można ich usprawiedliwić). Po prostu był lepszy i trzeba się z tym pogodzić, prawda? Odejdźmy od tematu łyżew. Barcelona jak zwykle zachwyca swoją architekturą i nastrojem. Mógłbym tu zamieszkać, jeżeli byłoby mnie stać i umiałbym mówić po hiszpańsku. Trzeba było wziąć ten język zamiast rosyjskiego w liceum. Ale słyszałem, że podobno jest łatwy, a ja jestem młody i mądry, dlatego będę w stanie się go szybko nauczyć. Zamieszkałbym w kamieniczce (takiej, jak w REC - okropny film) i codziennie jadł taco na śniadanie. Nie, chwila taco jest z Meksyku. Chyba, Jezu te latynoskie kultury są takie same. Wracając, Natalia bardzo to wszystko przeżywa i ciągle robi zdjęcia. Zabrakło jej nawet raz pamięci w telefonie i z bólem serca musiała usunąć fotki z jakiegoś koncertu, na który czekała cały rok. Jak widać, człowiek musi czasem coś poświęcić. Problemy pierwszego świata naprawdę są pasjonujące. Chciałbym się dowiedzieć, co u Ciebie. Dawno się nie odzywałaś, na pewno wszystko z Tobą w porządku? Nie żebym się martwił, najlepiej by było gdybyś całkowicie znikła, ale człowiek potrafi się przyzwyczaić nawet do depresji, dlatego twoje milczenie jest trochę niepokojące. Znam Cię na wylot i wiem, że tak łatwo nie da się Ciebie pozbyć, więc o co chodzi? Zbierasz siły na jakiś kontratak? Tylko nie rób tego jakoś brutalnie, dobrze? 
Zawsze Twój
Kamil

- Chris strasznie się ucieszył na twój widok. – powiedziała Natalia, leżąc już w łóżku. Przeglądała filtry, które mogłaby nałożyć na zdjęcie. W końcu znalazła odpowiedni i teraz myślała nad opisem.
Kamil wyszedł z łazienki myjąc zęby. Zgasił telewizor i światła, a potem wrócił do umywalki i przepłukał usta.
- Dawno się nie widzieliśmy, więc nie dziwota, że się ucieszył. – stwierdził, po czym zaczął czesać włosy. – W sumie mi też serce drgnęło na widok tego starego zboka.
- Wcale nie jest taki zboczony. Wcześniej było o wiele gorzej. Może ta cała Sofia trochę go utemperowała?
- Utemperować? Jego? – zaśmiał się. – Niemożliwe. Tego pogiętego człowieka nie wyprostowałaby nawet lobotomia. Może po prostu trochę się opanował, żeby nas nie wystraszyć po takiej długiej rozłące. Wcale bym się nie zdziwił.
Wszedł do łóżka i przykrył się kołdrą. W końcu mógł odpocząć po tym wymęczającym dla jego nóg dniu. Natalia świeciła jeszcze trochę telefonem, ale po chwili odłożyła go na szafkę i odwróciła się do niego plecami.
- Stresujesz się jutrem? – zadała pytanie szeptem, jakby sama się go bała.
- Nie. – mruknął. – To tylko występ dowolny. Dam sobie radę. Jestem dużym chłopcem.
- Ale pamiętaj, że nieważne co się stanie. Ja zawsze będę przy tobie. – zapewniła.
- Jestem tego w pełni świadomy. Idź już spać, bo jutro nie będę mógł cię dobudzić. 
- Tak tato. – odpowiedziała mu i po jakichś pięciu minutach zaczęła głośno sapać, co oznaczało, że już zasnęła. Zawsze szybko zasypiała, nieważne czy to było w jej mieszkaniu czy na koncercie heavy-metalowym. Natomiast Kamil nie zmrużył oka przez całą noc. Nie wiedział, co go jutro czeka i czy radę się z tego jakoś wymigać. Co, jeżeli to widowisko będzie dla niego takim wstrząsem, że depresja powróci, rozgości się w jego umyśle i ponownie przejmie stery nad jego zachowaniem? Nie mógł do tego dopuścić, przecież w ostatnim czasie wszystko tak dobrze się układało. Musiał zebrać wszystkie swoje siły, żeby wytrzymać jakoś ten jutrzejszy horror.


~*~
Ja muszę jakoś przetrwać horror następnego rozdziału. I muszę przetrwać w szkole, bo moi nauczyciele dostali jakiejś wścieklizny macicy (nawet profesorowie brr...). Ale nie ma co narzekać - zaciskamy zęby i heja do przodu!

Komentarze

  1. Witamy : )
    Od jakiegoś czasu nasza grupa odnosi wrażenie, że blogosfera umiera, więc cieszymy się, że nadal aktywnie publikujesz.
    Zapraszamy do Nas. Ocenialnia Wspólnymi Siłami czeka na kolejne zgłoszenia! Możesz również spróbować dołączyć do naszej ekipy, rekrutacja trwa!
    wspolnymi-silami.blogspot.com
    Pozdrawiamy
    Ps. Jeśli nie lubisz takiego spamu, to nie zwracaj na niego uwagi, ale miło nam będzie, jeśli nas odwiedzisz : )

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział szósty.

Informacje na początek.